Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 674 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Co tu znajdziesz

Opowieści dziwnej treści matki dwóch fajnych facecików którzy są baaaardzo wyjątkowi. Zostań z nami na chwile w naszym wirtualnym mieszkanku, pogadaj jeśli chcesz, a jeśli możesz to pomóż

Przekaż swój 1% dla DAWIDA KRS 00000 37904 CZERWONY DAWID,9482
Jeśli chcesz dokonać darowizny na leczenie Dawida PLN Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” ul. Łomiańska 5; 01-685 Warszawa PKO BP I O/Warszawa 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362 tytułem: 9482 Dawid Czerwony na pomoc i ochronę zdrowia lub Bank BPH S.A. 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615 tytułem: 9482 Dawid Czerwony na pomoc i ochronę zdrowia
darowizny w walucie: kod SWIFT (BIC): PKOPPLPW darowizny w USD - 86 1240 1037 1787 0010 1740 2700 darowizny w EUR -31 1240 1037 1978 0010 1651 3186 tytułem: darowizna na pomoc i ochronę zdrowia Czerwony Dawid

Naprawde jaka jestem...

Nazywam się Agnieszka Czerwony z domu Więczek. Rocznik 78, 24 lipiec. Jestem mamą 12-letniego ziemskiego Dawida a od 3 września 2010 roku wiem co znaczy być aniołkowym rodzicem 2,5-letniego Dominika. Mieszkamy w Kamionkach koło Dzierżoniowa, na dolnym śląsku. Od kiedy urodzili się moi serduszkowi chłopcy stałam się wytworem oddziałów kardiologicznych. Obecnie żyje jakby z HLHS, czyli połową serce, którą jest Dawid, to drugą połowę oddałam już Bogu

odwiedzin: monitoring pozycji free counters zlicza od 12.09.2012

Bądź na bieżąco

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

I jak?






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Trochę cyferek

Zajrzalo tutaj: 102581
Wpisy
  • liczba: 240
  • komentarze: 170
Galerie
  • liczba zdjęć: 114
  • komentarze: 9
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 2732 dni

Lubię to

Horoskop

Lew

Małe rzeczy i wyzwania małego formatu nie będą dla Ciebie satysfakcjonujące. Dzisiaj Twoja uwaga skupi się na dużym projekcie.

więcej na horoskop.wp.pl

Słownik internetowy

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl

Witaj, dzięki za odwiedziny

Zdjęcia w galeriach.


Świąteczny wymiar???

czwartek, 27 grudnia 2012 23:13

Wigilia, pierwszy dzień świąt potem drugi - dobra okazja żeby zwolnić, uciec na chwilę od dwudziestoczterogodzinnych rytuałów, włożyć kij w tryby machiny zwanej codziennością. Ale czy tak naprawdę ludzie potrafią wcielić taki plan w życie?

 

Gdyby tak w te dni zabrać ludziom telewizory, komputery, tablety, telefony. Mam wrażenie, że wówczas nie potrafili by ze sobą zamienić kilku słów a nawiązanie całościowej rozmowy byłoby nie lada wyczynem.  Dorzucając do tego niechlubne statystyki zapełnionych izb wytrzeźwień oraz całkiem sporą liczbę  osób, którym udzielono pomocy medycznej, nie z przejedzenia a z przepicia ---  K O S Z M A R.

 

Nie potrzebne nam przepowiednie Majów. Sami całkiem niezłe pracujemy nad naszym końcem. Ludzie chyba zbyt mocno zatracili się korzystając z dobroci cywilizacji. Większość nastawiona jest raczej na mieć niż na być... być z samym sobą i drugim człowiekiem.

 

Przed świętami wielu z nas woła -  O NIE, ZNOWU KEVIN SAM W DOMU. ILE RAZY MOŻNA TO OGLĄDAĆ. A potem siedzimy przed telewizorem i tępo gapimy się w w twarz dzieciaka niezmieniającą się od wielu, wielu  lat.

A może jest jeszcze czas żeby obudzić się z tego letargu. Może warto przemyśleć parę rzeczy nim obudzimy się w tej samej beznadziejności w Święta Wielkanocne.

 

KARTKA Z DADZIOWEGO PAMIĘTNIKA:

W drugi dzień świąt młody okropnie cierpiał - jak sadzę jednym z powodów była absencja od ośrodka, która dla miłośnika OREWu jest czymś trudnym do zniesienia.  Kiedy już brakowało mi sposobów na motywowanie Dejwida do zmiany nastawienia z MAMA JESTEŚ BRZYDKA na MAMO JUŻ TAK NIE BĘDĘ urwałam źródełko do magicznego mikołajowego napoju zwanego w dzisiejszym świecie colą.  Kiedy jednak dzisiaj odbierałam Dawidka z Ośrodka aż usiadłam z wrażenia. Wchodzę ... i co widzę mój pierworodny siedzi na kanapie i co pije.. TAK TAK - C O L Ę. Okazało się, że dzisiejszego dzionka tak się rewelacyjnie sprawował i w ośrodku i na spacerze poza nim, że Pani doszła do wniosku że trzeba go za to wynagrodzić. Kiedy spytała co chce żeby mu kupić on ... on jest niesamowity!!! Piernik tak potrafi o siebie zadbać, że kiedyś sprzeda mnie cztery razy i tylko trzy raz mnie odkupi.

 


Podziel się
oceń
28
0

Otuchy dodali (2) | Ty też możesz

Niedotrzymana obietnica

środa, 26 grudnia 2012 2:23

 

I nie udało się. Obiecałam sobie, że nie zajrzę do netu od niedzieli do końca świąt. Nie wyszło. Skoro już poległam pragnę złożyć Wam życzenia aby ten ostatni dzień Świąt Bożego Narodzenia był radosny i szczęśliwy, spędzony w gronie najbliższych a dobry Bóg niech Wam błogosławi przez cały rok,  nie tylko w Święta.

 

Pozwólcie, że się wytłumaczę  z mojej słabości.

 

Wigilijny wieczór to piękny czas. Czas w którym możemy spotkać rodzinę, czasami widywaną  dwa razy do roku , właśnie  w okresie świąt. Ten magiczny wieczór to początek uprzejmości, serdeczności, zrozumienia, nieustannych uśmiechów, rozmów z najbliższymi przez całe święta. Swoją drogą to jednak przykre, że w  wielu przypadkach tylko ten czas mobilizuje nas do tego aby zobaczyć człowieka w drugim człowieku. A przecież tak nie wiele trzeba…

 

Wigilijny wieczór to także prezenty i tu zaczyna się meritum mojej słabej woli.

 

Jeden z gwiazdorów, który odwiedził mojego Dawidka przyniósł mu puzzle. Na nieszczęście dla moich jeszcze niezagojonych ran puzzle były bardzo podobne do tych, które włożyłam mojemu Nikusiowi w jego ostatnią podróż. Po raz kolejny wróciło wszystko jak świeże pieczywo, które nigdy nie czerstwieje. Miałam świadomość, że Gwiazdor  nie miał złych intencji. Dlatego starałam się pomyśleć bez emocji co zrobić a ponieważ nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny chyba samo przeznaczenie podpowiedziało mi co zrobić.  Mnie widok tych puzzle drażnił, ale przecież komuś mogły one sprawić wielką radość. Spakowaliśmy je i parę innych drobiazgów dorzuciliśmy słodycze, sprawdziłam w internecie dokładny adres i pojechaliśmy do Domu Małego Dziecka w Dzierżoniowie. Plan był taki aby zawieźć ten skromny prezent zostawić go w rękach opiekuna, który będzie na miejscu i odjechać. Kiedy, ja, Krzysiek i Dadzio zajechaliśmy na miejsce i owszem zastaliśmy Panią opiekującą się dziećmi, ale ku naszemu zaskoczeniu zaprosiła nas do świetlicy w której znajdowała się piątka dzieci, abyśmy mieli sposobność osobistego obdarowania dzieciaków. Byłam bardzo zaskoczona i zdezorientowana, chyba denerwowałam się bardziej niż dzieci. Zupełnie nie mam pamięci do imion, ale twarze dzieciaków zapamiętam na długo. Maskotka z napisem "przytul mnie" spodobała się jednej z dziewczynek, jeden z chłopców sięgnął po słodycze, puzzle także znalazły swojego właściciela – pięcioletniego ?Przemka? Siedemnastoletni chłopiec pokazał mi swoją maskotkę renifera i chciał się przywitać.  Dadzio w czasie naszego krótkiego pobytu rozgościł się na świetlicowej kanapie, usiadł koło starszej dziewczynki. Chyba nie wiedział za bardzo co się dzieje. Dopiero po powrocie do domu wytłumaczyłam mu gdzie byliśmy i po co. Kiedy mówiłam mu, że te dzieci w tym domu gdzie byliśmy nie mają rodziców on zapytał: Ojej, a dlaczego?. Po wysłuchaniu mojej odpowiedzi z nieskrywanym uśmiechem na twarzy powiedział - A ja mam mamę i tatę.

 

W całej tej sytuacji zastanawia mnie tylko jedno - czy nie  podeszłam do sprawy zbyt egoistycznie? Uśmiech na twarzy małego chłopca widzącego „fajowe puzzle” był bardzo wymowny, a możliwość obdarowania kogoś to wspaniałe uczucie. Ale jak czuły się te dzieci???  Wiem, że nie uratuję całego świata, ale życzyłabym sobie i innym aby z takich drobiazgów, podszytych dobrymi intencjami, składał się otaczający nas świat.

 


Podziel się
oceń
27
0

Otuchy dodali (2) | Ty też możesz

Taniec synchroniczny

sobota, 22 grudnia 2012 23:48

Dzisiaj odwiedził nas kolejny kataklizm. Awaria sieci kanalizacyjnej w naszym budynku pokrzyżowała wieczorne plany Dafcia związane z kąpielą. Mój mały pedancik przywyknięty do codziennego wieczornego pływania nie chciał odpuścić i dziś. Nic dziwnego - w sumie to ja też preferuję mycie całościowe - technicznie w przypadku Dawidka  to lepsze wyjście.

- Mamo, a gdzie się będę dzisiaj kąpał? - zapytał.

- Dadzio zaraz wyciągniemy z łazienki miskę - mała plastikową wanienkę i jakoś się umyjemy. Na co Dadzio z ogromnym zdziwieniem zapytał: Miiiiiiissssskkkkkę???

- TAK.

- Ale jak?????

- Normalnie, nalejemy na wanienki wody, staniesz tam nóżkami i  mama cię umyje.

Już po chwili młody stał nogami w wannie i kombinował jakby tu się położyć w wannie o rozmiarze S.

- Mamo, chcę poleżeć.

- Dadzio w tej wanience to raczej nie możliwe.

- Możliwe, możliiiiiiwe - powiedział przekornie.

- Próbuj.

No i spróbował. Dzięki awarii pajęczyny zwanej siecią kanalizacyjną okazało się, że Dadzio jest całkiem niezły w dyscyplinie zwanej tańcem synchronicznym.

 

 


Podziel się
oceń
24
0

Otuchy dodali (2) | Ty też możesz

Koniec końca świata

sobota, 22 grudnia 2012 0:22

W całą tą gadaninę dotycząca końca świata nie wierzyłam i nie wierzę. Ale mogę powiedzieć że to był sądny dzień. Rano Dadzio obudził się w okropnym nastroju. Mimo całych pokładów zrozumienia jakie posiadam jego zachowanie doprowadziło mnie do łez. Kiedy odprowadziłam go do ośrodka mimo, że starałam się go nie prowokować mój mały armagedon wytoczył najcięższe działa. Miałam około 10 minut aby się wypłakać, doprowadzić do porządku i z podniesioną do góry głową wejść do pracy. Udało się - jak zawsze w podobnych sytuacjach.

 

Inny aspekt końca świata to zepsuta zmywarka na kilka dni przed świętami. Wiem, wiem ludzie kiedyś mieszkali w jaskiniach i też im było dobrze. Ja chociaż nie pamiętam tych czasów, pamiętam te kiedy naczynia myłam ręcznie. Niespełna cztery lata temu bożonarodzeniowe statki pływały w zlewie a nie w zmywarce. Ale ponieważ człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego, a cywilizacyjne uwstecznianie się nie jest tym co tygryski lubią najbardziej dlatego wizja zepsutej zmywarki  nie nastrajała świątecznie.

 

Ale, czas się pozbierać... końca świata nie było, trzeba się ostro wziąść za świąteczne gotownie

 


Podziel się
oceń
20
0

Otuchy dodali (1) | Ty też możesz

Udany eksperyment

niedziela, 16 grudnia 2012 19:33

Pamiętam, że  parę lat temu  oglądałam program motoryzacyjny, w którym pokazywali ciekawostkę – eksperyment. Polegał on na zapakowaniu do fiata 125p tzw. kredensa jak największej liczby pasażerów. O ile mnie pamięć nie myli to chyba wciśnięto 25 osób. Czy było im wygodnie, to tylko i wyłącznie pytanie retoryczne.


Ja ostatnio uczestniczyłam w podobnym  eksperymencie, ale mi było bardzo komfortowo i przyjemnie. Naszym pojazdem był wózek, na którego pokład weszło 63 załogi, przy czym każda z nich przynajmniej dwuosobowa. W tak  licznym składzie spędziliśmy czas od 1 września do wczoraj, czyli 15 grudnia. Te 106 dni w ko konkursie  „Na jednym wózku” organizowanym przez Fundację Promyk słońca, będę wspominać niezmiernie miło. Spotkałam tu wielu wspaniałych ludzi zmagających się z życiowymi trudami  podobnymi do moich. Trudami, które cieszą swoimi efektami i trudami, które nie raz rzuciły człowieka na kolana. Te 2544 godziny spędzone w tak doborowym towarzystwie to czas spędzony między innymi na czytaniu historii, z których mimo bogatego własnego bagażu doświadczeń mogłam czerpać wiele.


DLATEGO DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM UCZESTNIKOM że dzięki konkursowi mogłam Was poznać. Wiem, że do wielu z Was będę nadal zaglądać.


Co prawda nagroda główna w konkursie jest tylko jedna, ja myślę, że w tym ogromnym konkursie jakim jest życie wszyscy rodzice czy opiekunowie niepełnosprawnych dzieci są zwycięzcami. Przyznacie że trzeba mieć zacięcie co najmniej sportowe aby każdego dnia walczyć, często ponad własne  siły o zdrowie a czasem życie własnego dziecka.


Podziel się
oceń
22
0

Otuchy dodali (3) | Ty też możesz

Mężczyźni są z marsa, a kobiety... ze snikersa???

poniedziałek, 10 grudnia 2012 23:58

;-);-);-)

Dzisiaj miałam dzień wolny od pracy, ale tylko od tej zawodowej. Mus był żeby przed końcem roku zmniejszyć ilość zachomikowanych dni typu UW. Dlatego właśnie aby nie biegać między sklepowymi półkami za pięć dwunasta, mój dzień urlopu wypoczynkowego [wypoczynkowego - dobre sobie] częściowo wykorzystałam na zrobienie zakupów na święta - prezenty, produkty z dłuższym terminem i takie tam. 


Dzień był bardzo odkrywczy.


Odkrycie PIERWSZE- robienie zakupów może być odprężające. Jeśli nie trzeba jednocześnie sprawdzać czy zapakowałam do koszyka kolejny produkt z przygotowanej uprzednio listy, czy wzięty produkt aby na pewno nie jest po terminie , czy posiada cenę typu "stać mnie na to" i jednocześnie rozglądać się wokoło czy Dawid jest jeszcze przy mnie czy już z drugiej strony sklepu. Nie to, żebym nie lubiła uprawiać sportu  typu bieg miedzy półkami za swawolnym Dafciem.


Odkrycie DRUGIE- mężczyźni są z marsa. Jako że moja druga połówka pomarańczy miała dzisiaj do pracy na drugą zmianę zakupy robiliśmy wspólnie. Kiedy stałam w kolejce za mięskiem w jednym z marketów mój małżonek oglądał coś na półkach nieopodal. Spojrzałam w jego stronę, chciałam go przywołać ale nie narobić krzyku i wiochy przy okazji więc wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do niego licząc na to że mój "sygnałek" przyniesie oczekiwany efekt. Kiedy patrzyłam w jego stronę zauważył to Pan stojący za mną i w pewnym momencie spytał  "Zawołać go?" Podziękowałam odpowiadając "Właśnie do niego dzwonię - chyba się domyśli, że ma przyjść". Po tych słowach odwróciła się do mnie żona owego Pana mówiąc zdecydowanym, lecz ironicznym głosem  "Domyśli się??? Proszę Pani przecież to facet, jemu trzeba jak krowie na rowie"


W tym momencie ruszyłam w stronę Krzyśka bo mój śmiech i ogólne rozbawienie mogło zostać źle odebrane przez przedstawicielkę płci żeńskiej.

Pomyślałam sobie później, że może Pani z racji wieku i zdobytego doświadczenia w tej materii ma trochę racji. Przecież w wielu przypadkach to facet jest głową rodziny, a kobieta tylko szyją, która nią kręci. Ale ale ... nie powiem nic więcej coby mój ekshibicjonizm duszy nie został zlinczowany przez czytających ten blog facetów [jeśli takowi są].


Jedno jest niewykluczone - spotkana przez mnie autorka poglądu j/w mogła być posiadaczką czegoś co ja osobiście nazywam zespól napięcia przedświątecznego. Zakupy, sprzątanie, gotowanie a w między czasie gotowanie, sprzątanie i zakupy mogą być przyczyną stresu i ewentualnej erupcji frustracji niedajboże 24 grudnia.


W związku z powyższym - ALLELUJA I DO PRZODU.


P.s. Iwono, Agatko- dzięki za zostawiony ślad - a już myślałam, że jestem tu sama, albo że dodawanie komentarzy na moim blogu nie działa.



Nasz blog bierze udział w konkursie. Jeśli masz ochotę zagłosować zachęcamy do klikania w banerek codziennie do 15 grudnia.

 

Ranking blogów kampanii społecznej Na jednym wózku

DZIĘKI


Podziel się
oceń
21
0

Otuchy dodali (7) | Ty też możesz

Sztuka w trzech aktach, czyli drugie spotkanie ze Świętym Mikołajem

niedziela, 09 grudnia 2012 22:48

Wczorajszego ranka przed godziną 9 czekał na nas pod moją firmą autokar. Cel "szanownej" wycieczki - Wałbrzych Teatr Lalek.

Jazda autobusem wydawałoby się - nuuuuuuuda, ale nie dla Dadzia. Dla mojego typa "chłop żywemu nie przepuści" to nie lada gratka. Tyyyle ludzi uziemionych w jednym miejscu, którzy na pewno daleko nie uciekną i każdego z nich można o coś zapytać. Normanie raj na ziemi. Ale ale... rozmowa i owszem jednak w pierwsze kolejności kanapka. Mimo zjedzonego w domu śniadania, pierwsze co usłyszałam od młodego zaraz po tym jak się usadowiliśmy to: "Mamo a masz jakąś kanapkę?"

Kanapka została wchłonięta w tempie rodem z Matrixa {szok}, potem przyszedł czas na zagadywanie współtowarzyszy podróży. Na szczęście Dadzio upodobał sobie jedną Panią, której przyznał się w trakcie drogi, prawie do siódmego pokolenia.

W trakcie wymiany informacji dowiedzieliśmy się, że dziewczynka towarzysząca zgadywanej Pani kiedy dowiedziała się że jedzie na teatrzyk PINOKIO zapytała "A czy to będzie 3D"- niezłe, 3D- to się nazywa mentalny postęp cywilizacji. 

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, szybka akcja - szatnia, toaleta i na salę.

Potem ostatni dzwonek sygnalizujący, że zaraz się zacznie i ......

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam sposobność uczestniczenia w spektaklu z żywymi aktorami i w tak dogodnych warunkach. Dadzio siedział spokojnie, nie wiercił się, wyraźnie było widać, że jest zaciekawiony tym co dzieje się na scenie. oprawa i niewykonanie zachwyciła nawet mnie, a co dopiero dziecko. Mój czterolatek w ciele dwunastolatka bał się {ale tylko trochę} kiedy było zupełnie ciemno, cieszył się i śmiał {aż w głos} kiedy aktorzy upadali i wygłupiali się, czasami nawet tańczył kiedy grała głośna muzyka.

Niezapomniane chwile. Warto widzieć uśmiech na twarzy młodego. Warto było też sobie uświadomić jak wiele osiągnęliśmy, wspólnie z terapeutami oczywiście - jeszcze rok temu nie było by możliwe wysiedzenie Dawidka przez godzinę we "względnym miejscu" czy skupienie uwagi na takim występie. BRAWO DADZIO.

 

A po występie w holu teatru czekał na dzieci Święty Mikołaj. Dzięki pomocy Śnieżynki - w ty miejscu pozdrawiamy gorąco Beatkę- rozdawał prezenty kolejno wyczytywanym dzieciom.

I tu już nie było tak łatwo. Mój C jak Czerwony chciał strasznie zostać wyczytany na początku, bo przecież on chce podejść i pogadać z Mikołajem i to już natychmiast. Ten Mikołajowy pęd był tak silny, że Dadzio kopnął jakąś dwulatkę, która stała koło niego. Ooooooooo i w tym momencie ewakuowaliśmy się do rzędów, gdzie stały dzieciaki które przynajmniej wzrostem nie różniły się od Dadzia. Lecz kiedy młody został wyczytany  podszedł i nie tyle ważny był prezent co możliwość pogadania z Mikołajem. I tu wkurzyłam mojego syna po raz kolejny bo odciągnęłam go od Mikołaja, a on chciał go mieć na wyłączność. 

Mimo kilku drobnych usterek - spotkanie z Mikołajem uważam z bardzo udane.

A oto dowód



 


Podziel się
oceń
18
0

Otuchy dodali (0) | Ty też możesz

Mikołaju święty przynieś nam prezenty

czwartek, 06 grudnia 2012 23:48

Jakiś czas temu pomagałam pisać Dawidkowi list do Świętego Mikołaja. Jako,że moje dziecko niepiśmienne jest, wyraziło swoje myśli a mamusia później ubrała to w odpowiednie słowa i przelała na papier. Jedno ze zdań brzmiało" Mikołaju bardzo Cię proszę jeszcze o colę- tylko proszę Cię nie mów mamie, że Cię o to poprosiłem" I Mikołaj dotrzymał obietnicy - ani pary z ust nie puścił - do dzisiejszego dnia nie wiedziałam 0:-), że ten zupełnie niezdrowy napój zostanie ofiarowany mojemu dziecku. Na szczęście dla mnie, zawartość tej butelki to tylko 0,5 litra brązowego płynu. Co ma w sobie magicznego - nie mam zielonego pojęcia, ale kiedy Dawid wszedł rano do kuchni i zobaczył że na stole stoi jego wyczekiwany prezent radości było co niemiara. W związku z uśmiechem  i dobrym  samopoczuciem Dawidka myślę, że Mikołaj odwalił kawal dobrej roboty- nawet jeśli do końca nie był przekonany o słuszności wybranego prezentu.


Podziel się
oceń
14
0

Otuchy dodali (2) | Ty też możesz

Uważaj czego sobie życzysz, bo może się spełnić.

niedziela, 02 grudnia 2012 22:18

Dziś kolo południa, krzątając się po kuchni, słuchałam audycji "Taniec z Bryndalem". W dzisiejszym programie można było posłuchać Juliusza Machulskiego. Wyznał, że swego czasu jego życiowym mottem były słowa: "Boże, nie proszę Cie o wiele, tylko o to żeby wszystko co dostanę było najwyższej jakości".  Uśmiechnęłam się sama do siebie i pomyślałam, że gdybym tak sięgnęła pamięcią kilkanaście lat wstecz to ja chyba poprosiłam o to żeby wszystko było bardzo oryginalne.

 

No i na wyniki pomysłowości Pana B. w tej kwestii nie trzeba było długo czekać. Moje życie jest wypełnione samymi wyjątkowymi chwilami, przeżyciami, a moje życiowe doświadczenia są baaaaardzo oryginalne.

 

Najbardziej trafionym "pomysłem" było obdarowanie mnie moimi czerwonymi skarbami. Pisząc to jestem o tym przekonana o tym w 1000 %

 

Niezbyt trafionym pomysłem było ich rozdzielanie... ale z decyzjami Pana B. się nie dyskutuje. Teraz tylko muszę co jakiś czas tłumaczyć się przed Dawidkiem za Pana B. dlaczego miał taki plan i zdecydował, że Niki w niebie był bardziej potrzebny niż u nas na dole.

 

Podobno nasze życie jest takie jak go widzimy. Ktoś pomyśli - Czyli co??? Wystarczy sobie wmówić, że jest dobrze. Moja odpowiedź brzmi NIE. Wystarczy ciszyć się z tego co człowiek posiada. 

 

Kiedy wchodzę na stronę fundacji Dawidka i widzę wpis informujący "Aktualnie 18771 podopiecznych w bazie" to myślę sobie  "A właściwie to dlaczego nie ja". Czym rożnie się od rodziców innym niepełnosprawnych dzieci. Myślę, że od wielu  z nich mogłabym się jeszcze wiele nauczyć -  choćby rodzice Szymona z Preclowej Strony (W Stronę Precla) którym kibicuje w konkursie "NA JEDNYM WÓZKU" {głosujcie żeby nie spadli z 1 m-sca}

 

Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie rozmyślałam czasami o tym jak fajnie byłoby mieć prozaiczne problemy rodzica prozaicznego 12-latka, np. zajrzeć do elektronicznego dziennika i zobaczyć, że mój orzeł dostał pałę ze sprawdzianu, albo, że wychowawczyni wzywa mnie bo Dafcio zwymyślał kolegę. A charakterny jest i na pewno by tak było.

 

Podobno w życiu mamy to co jesteśmy w stanie udźwignąć. Nie zastanawiam się na tym ile jeszcze mogę wycisnąć. Raczej staram się robić wszystko aby to wyciskanie mnie nie zamęczyło na amen. Wczoraj na przykład szukając sposobu na odprężenie "namalowało" mi się coś takiego


 

 

 


Podziel się
oceń
10
0

Otuchy dodali (0) | Ty też możesz

Zdjęcia w galeriach.


przekaż Dawidkowi swój 1%

środa, 20 września 2017

Zajrzało tutaj:  102 581